|
|
Felsztyn to obecnie ukraińska wieś Скелівка (Skieliwka).
Do 1772 roku było to jednak polskie miasteczko administracyjnie należące do
województwa ruskiego, powiatu przemyskiego, natomiast w latach 1918 - 1939
do województwa lwowskiego, powiatu samborskiego. W książce zatytułowanej
W dolinie Strwiąża (Lwów 1939) ks. Józef Watulewicz pisze o
krajobrazie całej okolicy, że jest niezwykle piękny. Jest się czemu
napatrzeć, gdy stanie się na „Strażnicy Herburtów”, dzisiejszej baszcie
kościelnej w Felsztynie, skąd rozlega się piękny widok na całą dolinę – na
pasma gór, które ją otaczają – na zabytki przeszłości – na nowsze budowle –
na osady umajone kępami drzew – jednym słowem na prześliczny pas ziemi.
Zachodnią część doliny zdobią wieńce gór, z których dwa lesiste stożkowate
szczyty stanowią jakby ciemne plamy na horyzoncie. Na jednym z nich zwanym
pospolicie Herburtem (555 m n.p.m) osiadły ruiny zamku Herburtów (XVI w.),
o którego kamienne piersi rozbijały się fale dziczy pogańskiej, kozackiej,
szwedzkiej i siedmiogrodzkiej, a po dziś dzień osnutego wieńcem różnych
legend.
No właśnie, dzieje Felsztyna związane są ze wspomnianymi Herburtami,
starożytnym rodem, który miał przybyć do Polski w XIV wieku. Według jednych
kronikarzy stało się to jeszcze za króla Władysława Łokietka, według innych
sprowadził ich książę Władysław Opolczyk w roku 1378. W swojej kronice z
1383 roku Gwagnin pisał tak:
[…] to też książę [Władysław] Herburty z Morawy przywiodło, z domu
trzy miecze w jabłku [herb Pawęża] imiony: Fryderyka, Wacława i Mikłasza
[Mikołaja], które przełożył na trzy urzędy przedniejsze we Lwowie,
Przemyślu, Sanoku i indziej.
Jeden z tych Herburtów, a mianowicie Mikołaj osiadł w ziemi przemyskiej,
gdzie książę Władysław nadał mu obszerne dobra. Mikołaj założył nad rzeką
Strwiąż swoją osadę, której nadał nazwę Fulstin (Fullsthein). Dlaczego
właśnie taką nazwę? Otóż dlatego, że tak nazywało się rodzinne gniazdo
Herburtów, do dziś istniejąca miejscowość nad rzeką Ossą zwana Fuellestein,
niegdyś twierdza Fullstein (Fulsztyn), w której rezydował w XIII wieku
wielki rycerz i możny pan o imieniu Herbord. Po przybyciu więc do Polski
Mikołaj postanowił założyć nowy Fulsztyn. Najdawniejsze wzmianki o
Herburtach pochodzą już z 1385, później 1392 roku. W wieku XV rodzina
rozmnożyła się licznie i przybrała od pierwotnego imienia ich pradziada (Herburt)
swoje nazwisko. Fryderyk i Mikołaj Herburtowie zaciągnęli na wyprawę
grunwaldzką w 1410 roku ludzi z Moraw i Czech. W roku 1436 Mikołaj Herburt
łowczy lwowski podpisał w Brześciu Kujawskim traktat pokojowy z Krzyżakami.
Już w tych najdawniejszych czasach Herburtowie podjęli się niezwykle
żmudnej i ciężkiej pracy cywilizacyjnej, polegającej na karczowaniu lasów,
osuszaniu moczar, zaludnianiu tych ziem przez sprowadzanie osadników oraz
obronie wschodnich granic Rzeczypospolitej od dziczy tatarskiej i
kozackiej. I tak Fulsztyn (później zwany Felsztynem) z małej osady stawał
się powoli twierdzą. Najbardziej warowną częścią grodu było dworzyszcze
Herburtów składające się z drewnianych budowli, które w czasie napadów
służyły za mieszkanie oraz ochronę dobytku i osób z całej okolicy.
Dworzyszcze to znajdowało się na nasypie otoczonym wałami, fosami i
ostrokołami. Ponadto wznosiła się tu również obronna wieża, strażnica zwaną
bojnicą, z bramą wjazdową, do której wjeżdżało się mostem zwodzonym. Wieża
ta zaopatrzona była w strzelnice, a na baszcie czuwali poddani chłopi,
którzy mieli obowiązek ciągłego śpiewania na znak czujności. Ludność
zamieszkująca gród Herburtów rządziła się prawem tzw. magdeburskim. Sam
gród założono według z góry przyjętego planu, zgodnie z którym pośrodku
znajdował się kwadratowy rynek (z ratuszem) z wylotami ulic w jego
narożach. Poza wałami obronnymi powstawały swobodnie podgrodzia, czyli
posady. Jedna z nich nazywała się jeszcze w XX wieku Posadą Felsztyńską
(włączona do gminy Felsztyn w 1927 roku). W 1488 roku Fulsztyn, posiadający
już prawa miejskie, otrzymał od Kazimierza Jagiellończyka przywileje na
jarmark w Zielone Świątki i na targi we wtorki, w 1509 roku od Zygmunta
Starego przywilej na jarmark w dzień św. Łucji, a w roku 1551 w dokumencie
Zygmunta Augusta Fulsztyn otrzymał uwolnienie od danin i podatków. Praca
osadnicza była utrudniona ze względu na ciągłe niebezpieczeństwo, związane
z najazdami Tatarów, później również Kozaków, Wołochów i Siedmiogrodzian.
Dla zabezpieczenia swych posiadłości, ale też celem obrony kraju,
Herburtowie budowali strażnice, zameczki, obronne kościoły i klasztory, tym
razem już z cegły i kamienia. Powstała więc w pierwszym rzędzie ceglana
nowa Strażnica (baszta), składająca się z czterech kondygnacji i zakończona
attyką. Do tej nowej baszty znów prowadziła brama wjazdowa zamykana mostem
zwodzonym. Na pierwszym piętrze były okna strzelnicze, a na szczycie
czuwała bez przerwy straż. Nieco później Herburtowie wybudowali obronny
kościół w stylu gotyckim pod wezwaniem św. Marcina. Kościół ten, jak mówią
kroniki, wyposażony hojnie przez założycieli jaśniał bogactwem na wewnątrz
i zewnątrz. Według podań ludowych pod świątynią znajdowała się obszerna
piwnica ze źródłem, gdzie w czasie napadów gromadziła się okoliczna
ludność. Ponadto kościół połączony był podobno podziemnym tunelem z zamkiem
Herburtów koło Dobromila. Najbardziej zachwycającą opowieścią było i do
dziś jest to, że podziemia kościoła kryć mają wielkie skarby i bogactwa. W
okolicach Felsztyna wznosiły się również dwa obronne zamki, z których jeden
wybudowany został przez rodzinę Tarłów w XVI wieku w Laszkach Murowanych, a
drugi postawili sami Herburtowie na górze zwanej Herburt pod Dobromilem.
Głównym zadaniem obu budowli było pilnowanie dróg i dolin rzek jako
szlaków, którędy przechodzili napastnicy; służyły więc przede wszystkim dla
wojska, ale jak było trzeba również jako schronienie dla mieszkańców w
razie niebezpieczeństwa. Zamek Herburt, nazwany tak od góry na jakiej był
położony, został zbudowany prawdopodobnie przez Stanisława Herburta,
kasztelana lwowskiego, pod koniec XVI wieku. Według innych podań fundatorem
był Jan Herburt, kasztelan przemyski, który postawić ten zamek miał już w
1560 roku, a w roku 1614 restaurował go Jan Szczęsny, rokoszanin. W każdym
razie warownia ta przetrwała liczne burze w wojnach kozackich i szwedzkiej,
kiedy to w 1657 roku Rakoczy, jako sprzymierzeniec Szwedów wkroczył przez
Karpaty do Polski i niszczył zameczki w południowej części kraju. Wśród
Herburtów znajduje się wielu zasłużonych Ojczyźnie mężów i niewiast. Jedni
piastowali pierwsze urzędy i godności w Rzeczypospolitej, inni oddawali
krajowi mienie i życie w ofierze tak dalece, że prawie nie było króla, za
którego by panowania krwi swojej nie przelali lub gardła nie dali – jak
pisze Paprocki w Herbach rycerstwa polskiego. I tak Fryderyk z Fulsztyna
odznaczył się niepospolitym męstwem w bitwie Sokalskiej przeciw Krzyżakom w
1519 roku, podczas której zresztą zginął. Orzechowski w swym dziele
zatytułowanym Quincunx porównał Fryderyka do Leonidasa, a jego śmierć
opiewa również Mikołaj Sęp-Sarzyński. Jędrzej Herburt, wojski samborski,
brał udział w wojnie moskiewskiej, zdobył Starodubie w 1535 roku, wskutek
odniesionych ran zmarł niestety wkrótce. Seweryn Herburt zwany Zewrzydem
wsławił się w bitwie pod Obertynem w roku 1591. Mikołaj Herburt, syn Jana
historyka, kasztelan halicki, walczył przeciw Tatarom i spełnił ważną misję
powierzoną mu przez hetmana Żółkiewskiego, doręczając pod Smoleńskiem
królowi Zygmuntowi umowę z bojarami o tron rosyjski dla Władysława.
Przedstawiliśmy tu tylko kilku z tych, którzy odznaczyli się niegdyś
niezwykłą walecznością, Herburtowie słyną jednak też z działalności na
innych polach. Charakteryzowali się uczonością, jak również silną wiarą
katolicką, której byli gorącymi obrońcami. Zacznijmy od wymienienia kilku
kobiet wyszłych z tego rodu. Do najsłynniejszych należą z pewnością Regina
z Herburtów Żółkiewska, żona wielkiego polskiego hetmana oraz Barbara z
Herburtów Zebrzydowska, żona Mikołaja, wojewody krakowskiego, która to
ufundowała sławną Kalwarię Zebrzydowską. Z rodu Herburtów po kądzieli
wyszli też tacy ludzie, jak: Mikołaj Rej, król Jan III Sobieski, hetman i
kanclerz wielki koronny Jan Zamojski, czy jego prawnuk król Michał Korybut
Wiśniowiecki. Spośród mężczyzn wymienić tu z pewnością trzeba biskupa
Walentego Herburta (1524-1572), który w roku 1562 był posłem Zygmunta
Augusta na Sobór Trydencki, gdzie wraz z kardynałem Hozjuszem podpisał
uchwały tego soboru. Biskup Walenty spoczął w kościele w Felsztynie.
Niezwykłą postacią był również Jan Herburt (1508-1578), urodzony w
Felsztynie i tu pochowany w grobach pod kościołem. Jan ukończył Akademię
Krakowską, później studiował również w Lowanium w Belgii oraz w Niemczech.
Po powrocie do kraju został mianowany sekretarzem królewskim, potem
podkomorzym przemyskim i wreszcie kasztelanem sanockim. Zasłynął zbiorem
praw polskich Statuta regni Poloniae in ordinem alphabeti digesta, które to
dzieło było powszechnie używane w sądach przez 200 lat. Napisał również
Cronica sive historiae polonicae compediosa descriptio, czyli krótki zbiór
dziejów ojczystych aż do śmierci Zygmunta I. On to również jeździł z
senatorami do Francji po nowo wybranego króla polskiego Henryka Walezego, a
Stefan Batory wysłał go w roku 1578 do Szwecji celem zawarcia stałego
przymierza. Żoną Jana Herburta była Katarzyna Drohojowska (portrety obu
małżonków znajdowały się w kościele w Felsztynie, zniszczone podczas I
wojny światowej), z którą miał szóstkę dzieci: Krzysztof zmarł w
dzieciństwie, a ojciec wystawił mu pomniczek, wykonany przez włoskiego
rzeźbiarza Jana Mosca Padovano, i który jest prawdziwie cenną ozdobą
„perełką” kościoła felsztyńskiego. Najstarszym synem był Jan Szczęsny
(1567-1616), założyciel drukarni w Dobromilu, w której wydawał Kadłubka,
Długosza i wielu innych. Będąc niespokojnego i awanturniczego usposobienia
został jednym z głównych przywódców rokoszu Zebrzydowskiego. Po pokonaniu
rokoszu został skazany na karę śmierci, uwolniony w końcu pod
upokarzającymi warunkami. Herburtowie założyli też w Felsztynie szkołę
narodową, sprowadzając do niej kierownika bakałarza Akademii Krakowskiej. Z
tej właśnie szkoły wywodzi się słynny kompozytor polski ks. Sebastian z
Felsztyna, a jego znowu uczniem był np. Marcin ze Lwowa, organista i
kompozytor nadworny Zygmunta Augusta. Ostatnim z rodu miał być Jan Lew, syn
Jana Szczęsnego. Filozof, naukowiec, zrzekł się swojego majątku i osiadł w
klasztorze oo. bazylianów pod Dobromilem, gdzie umarł. Na nim wygasł ród
Herburtów, a Fulsztyn około 1653 roku przeszedł w ręce Daniłowiczów,
rodziny skoligaconej z Herburtami. Ród Herburtów był niezwykle cenionym
przez wszystkich, a przede wszystkim okoliczną ludność, która z dziada
pradziada przekazywała pewną legendę, według której umierający Herburtowie
zamieniali się w sine orły. Właśnie orzeł herburtowski widniał niegdyś na
strażnicy w Felsztynie. O ostatnim z rodu krąży jeszcze do dziś legenda,
którą ujęto kiedyś w krótki poemat:
Gdzie Dobromila bieleją mury
Spośród skalistych wznosząc się ścian
A strojne w lasy korony góry
Srebrzystą wstęgą obwija San,
Dawnymi czasy dumnie się wznosił
Zamek Herburtów na szczytach wzgórz,
Których imiona duch sławy głosił
Aż po granice dwóch naszych mórz!
Mknące ku niebu zamku wieżyce,
Słońce stroiło w swój złoty blask
A Dobromila możni dziedzice
Czerpali hojnie z skarbnicy łask.
Bo mądrzy w radzie i w pośród boju,
Każdy z Herburtów niezłomnym był,
Ojczyźnie służył w trudzie i znoju
Za co ich naród kochał i czcił.
I długo, długo w biegu niezmiennym
Lat ich szczęśliwy upłynął zdrój.
Aż kiedy wieniec zasług promiennych
Żywot tu każdy zakończył swój.
Wtedy duch jego – mówi podanie
Bielą się orlich odziewał piór,
I zamieszkiwał w skalistej ścianie
Co stanowiła zamkowy mur.
Czy fantastyczną ową powieścią
Wiarą w potomkach obudził lud –
To jednak pewne, że dziwną częścią
Był otoczony ten orli ród.
Bo każdy z rodu dziedziców nowych
Spuściznę ojców za świętość miał
Toż naprzeciwko okien zamkowych
Spokojnie żyły orły wśród skał.
I ród Herburtów, jak dąb wytrwały
Rósł w wszystkich synach jak jeden mąż.
Aż za odblaskiem szczęścia i chwały
Pycha się w serce wślizła jak wąż.
I rzekł z nich jeden: „Świetnymi czyny
Równie uwieńczon jest życia syt
Syn mój dalekie zwiedzi krainy
Aby osiągnął mądrość i szczyt.
Wsławiła Polskę moja rodzina,
Gotowa dla niej w płomienie iść
Niech dziś zasługa mojego syna
Świeży jej lauru przyniesie liść!
Niechaj uwieńczy ojców nadzieje
Które od dziecka kładę już w nim
Niechaj się nad nim naród zdumieje
Pierwszym nim będzie i w rodzinie snem!”
I wkrótce starzec ów zaślepiony,
Ledwie syn wyrósł z dziecięcych lat
Wysłał go w obce dalekie strony
Rodu Herburtów ostatni kwiat.
Minęły lata – gdy pod mogiłą
Niebaczny starzec dawno już spał,
O młodym panu wieści nie było,
Zamek samotny i smutny stał.
Jeden w nim tylko dworzanin stary,
Wierny przyjaciel zmarłego żył…
Co w przyszłość syna nie tracił wiary
I pewny jego powrotu był.
Żył w samotności cichej i głuchej
Czasami tylko zlatały doń
Orły, te zamku strażnicze duchy,
Co jego drżąca pieściła dłoń.
Raz gdy tak siedział z okiem utkwionym
W dal siną – a siedział jak zwykle sam
Powóz lecący w pędzie szalonym
Wstrzymał się nagle u miasta bram.
Starzec się zerwał z krzykiem radości,
Oto – zawoła: „Nasz młody pan!
Chluba rodziny, gwiazda przyszłości
Do swych domowych powraca ścian”.
I zbiegł ku niemu jak ku dziecięciu,
Które otulał niegdyś do snu.
Myśląc, że padnie w jego objęcia
Łzami radości – więc biegł bez tchu.
Ale na widok Herburtów syna,
Który się sztywny z powozu wzniósł
Pobladł i długo… starowina,
Jakgdyby głazem do ziemi wrósł,
Bo młody dziedzic z twarzy, ni stroju
Nie miał już w sobie polskiego nic.
W szpetnej był sukni obcego kroju,
Przygasłych oczu i zwiędłych lic.
Głowę, gdzie miała obca nauka
Zastąpić miejsce rodzinnych cnót
Zdobiła biała wielka peruka
Związana z tyłu w dziwaczny splot.
Starca, co patrzył z serca ściśnieniem
Na wychowanie obcego cud
Witał niedbałym głowy skinieniem,
Francuską klątwą rodzinny gród.
Dworzanin w piersi zamknął swe żale
I wyprzedzając dziedzica krok,
Wiódł go na zamku wspaniałe sale,
A młodzian sztywny nań rzucał wzrok.
Wielkim zapewne było ciężarem.
Do milczącego nareszcie rzekł:
„Wśród skał w tym gnieździe puszczyków starym,
Ojcom tu moim spędzać swój wiek”.
„Panie!” krzyknął dworzanin – „Ojcowie twoi
Krótkie tu mieli spoczynku dnie
Życie im biegło w hartownej zbroi
W usługach kraju szybko jak w śnie!”
„Ha! ha! co mówisz? Wierzę ci starcze,
Pocóż dowodów lepszych i tak?
Oto pancerze, hełmy i tarcze
Ten barbarzyński przeszłości znak.
Ale dłoń moja! patrz! nie stworzona
Ten kolosalny udźwignąć miecz,
Ten pancerz zgniótłby moje ramiona,
A tarcza zaraz zachwiałaby mię wstecz”.
Dworzanin spojrzał na wątłą postać
Na wypieszczoną i słabą dłoń
Istotnie nie mógł rycerzem zostać
Nie mógł założyć hełmu na skroń.
I rzekł mu cichym stłumionym bólem,
„Tyś miał nam wiedzy pochodnię wznieść
A zabłysnąwszy na nauk polu
Odświeżyć dawną pradziadów cześć!
Ojczyzna była ich życia celem,
Więc dziś w ich wzniosły wstępując ślad
Możesz być prawym obywatelem,
Wspierać ją plonem pracy i rad”.
„Ha! ha! wybornie osiąść w tych skałach
I pióro radzisz chwycić do rąk
Zagrzebać życie w starych foliałach
Lub jak mól żółknąć nad stosem ksiąg.
Lub się po waszych włóczyć sejmikach,
Gdzie wiecznie szlachty pijane łby
Szaleją w bójkach i w próżnych krzykach…
Ty płaczesz? – ach przestań, mnie śmieszą łzy”.
Dworzanin łzawe oczy obrócił,
A młodzian odszedł śmiejąc się w głos.
W kilka dni znowu zamek porzucił,
Gdzie jak gradami złamany kłos
Samotny starzec długie godziny
Spędzał na myślach, modłach i łzach.
Za tą gałązką możnej rodziny,
Co marnie zwiędła w tak krótki czas,
Aż z końcem roku do ojców gniazda
Powrócił znowu wyrodny syn,
I przywiózł żonę piękną jak kwiat
Anioła cnoty bez plam i win.
Odżyły nagle zamku komnaty
Za jej zjawieniem, gdzie padł jej wzrok
Wionęły szaty – gdzie głos zadźwięczał,
Pierzchały smutek, cisza i zmrok.
Tylko w małżonka wyziębłym łonie
Nie wzniecił uczuć ten świeży kwiat.
Znudził się wkrótce przy pięknej żonie
I znów nadługo poleciał w świat.
Lic swych urokiem, duszą swą tkliwą
Próżno chuchała w tej piersi lód,
On jej nie kochał i z nieszczęśliwą
Rachuby tylko złączył go brud.
Była możnego córką magnata
A z ręką jej posiadł ów złoty klucz,
Co mu otworzył podwoje świata
I łzy wycisnął z małżonki ócz.
Smutno dni biegły biednej ofiary
Jak w chmur żałoby majowy dzień,
Z litością patrzał dworzanin stary,
Jak się błąkała wątła jak cień.
Jak po promieniu gasło jej życie,
jak schnęła w ranku wiosennych lat,
Choć Bóg w swej łasce zesłał jej dziecię
Co stanowiło cały jej świat.
I całe szczęście zgasło tak marnie,
Lecz tuląc syna do piersi swej
Czuła, że wkrótce skróci męczarnie
I nie wychowa dzieciny tej.
Aż raz, gdy głucho jęknęły dzwony
Zadudniał nagle zamkowy most,
To Herburt przybył na pogrzeb żony
I do jej komnat pospieszył wprost.
Tam blade światła wszędzie jaśniały,
Okryte nocy żałobnym tłem
Ona leżała w szacie swej białej
Jak dziecię cichym ujęta snem.
Anielski spokój jaśniał na czole,
Do stóp jej bujny okrywał włos.
Obok maleńkie śliczne pachole
Zakrywszy oczki płakało w głos.
Stary dworzanin stał w głowach łoża,
I rzekł surowo: „Opłacz twój czyn
Módl się nieszczęsny, to kara Boża
Patrz! to twa żona a to twój syn”.
Herburt w ramiona pochwycił dziecię,
Lecz miał na ustach drwiący swój uśmiech
„Modlić się każesz!? ha, wyśmienicie!
We łzach płochości obmywał grzech.
Daremnie starcze mówię ci szczerze
Mnie nie wychował wasz ciemny kraj
Płakać nie umiem, w Boga nie wierzę,
Więc modły moje nie wlecą w raj!”
W kilka dni po tym, gdy w ciemnym grobie
Młodą małżonkę złożono już,
Synek Herburta blady w żałobie
jak kwiatek ścięty oddechem burz
Siedział w tej sali w oknie otwartym,
Co wychodziło na szczyty skał,
Gdzie żyły orły z czołem podpartym
A blask gorączki w oczach mu drgał.
Przy nim na oknie mieszkaniec skały
Król ptaków, czy też zaklęty duch
Siedział do ręki tuląc się małej,
Co skrzydeł jego gładziła puch.
A nie opodal z głową schyloną
Patrząc nań siwy dworzanin stał.
I lawą westchnień wrzało mu łono
I łzy gorące w źrenicach miał.
„O dziecię moje! Herburtów synu”,
Mówił a drżał mu z wzruszenia głos
„Młoda odrośli drzewa wawrzynu
Jakaż twa przyszłość – jakiż twój los?
Czy jak twój ojciec Polskę porzucisz,
O pierwej Boże – śmierć tobie daj!
Głos serca, wiary i powinności,
Zanim podepczesz i zdusisz w pył,
Zanim znieważysz wszystkie świętości,
Które od wieków naród twój czcił.
Dziecię! lecz z twego jasnego czoła
Wielki twych ojców jaśnieje duch,
A duma matki, dusza anioła
Tkwi w twych źrenicach błękitnych dwóch,
Przy twojej sennej czuwały głowie
Wtórząc ci do snu szelestem piór,
Zmienieni w orły dawni przodkowie,
Co wśród rodzinnych osiedli gór.
Lecz ty o plemię orlego rodu
Z skrzydeł swych wcześnie kał ojca strąć
I jako oni chlubą narodu
Jak oni białym nam orłem bądź!”
Tak mówił starzec w pół obłąkany,
Bólem, co w wiernej piersi mu drgał
Nagle śmiech gniewny odbiły ściany,
To Herburt za nim słuchając stał.
„Piękne jak widzę mówisz powieści,
Jeśli mię jeszcze nie zwodzi słuch
Ten orzeł, z którym syn mój się pieści,
Więc to praojców zaklęty duch.
Wyprawię łowy – może uwierzę
Gdy mu zadzwonię kulką na zgon,
Jeśli zobaczę w jakie to zwierzę
W moich się oczach przemieni on”.
„Panie!” rzekł na to dworzanin zbladły –
„Ja tylko dawną powtarzam wieść
Odkąd te orły w skałach osiadły,
Ród twój im dziwną zachował cześć!
Nie wiem, czy prawdą jest wasze podanie,
Lecz na cóż Boski wyzywać grom
Pomnij na syna, pomnij o panie,
Że zgubę ściągasz na własny dom!”
„Cóż za przesądy w tym dzikim kraju?
I ja w te baśnie ci wierzyć mam
Szaleńcze! szydzę z twego zwyczaju
A dowód tego zaraz ci dam”.
To rzekł i strzelbę porwawszy z gniewem
Wybiegł – nie długo strzał z dala padł.
Tu – jak pod groźnym wichru powiewem
Synek Herburta zadrżał i zbladł.
W twarzy mu nagle radość zabłysła
„Matko” zawołał i w rączki klasł.
Po chwili głowa mu ciężko zwisła
I uśmiech zwolna na ustach zgasł.
Starzec go z jękiem chwycił w ramiona,
Lecz próżno cucił i skronie tarł,
Próżno go wołał, tulił do łona –
Chłopiec był zimny – sztywny – bo zmarł.
Dziś się na skałach piętrzą ruiny,
Gdzie dawny zamek Herburtów się krył,
Ten co cześć ojców zdeptał najświętszą
Ostatnim z rodów Herburtów był.
Zamek Herburtów przejęli na własność Czuryłłowie, a potem rodzina
Krasińskich. Pod koniec XVIII wieku został opuszczony, a narażony na
rozbieranie zamienił się ostatecznie w zgliszcza. Według podań ludu do dziś
w ruinach zamku mają się gnieździć i przebywać orły sine, a więc sami
Herburtowie. Inna znów legenda głosi, że nad gruzami czuwa duch opiekuńczy,
który od czasu do czasu ukazuje się ludziom, a niejeden z tych, którzy
odważyli się wejść na teren rumowiska i rozbierać mury zamkowe przypłacił
złamaniem kości gorliwość swoją. Duch ten podobno wyrzuca też nieraz
biednym pastuszkom spod ziemi pieniądze, które mają się tam znajdować. Tyle
o zamku i legendach herburtowskich. Powiedzmy teraz parę słów o samym
kościele felsztyńskim, który według powszechnej opinii należy do
najcenniejszych i najstarszych zabytków architektury ówczesnej wschodniej
części Rzeczypospolitej. Kościół ten został zbudowany przez Herburtów przy
końcu XV wieku lub na początku XVI jako jednonawowy, w stylu gotyckim.
Patronem świątyni był od początku św. Marcin. Jak pisze ks. Watulewicz,
pierwotny kościół w Fulsztynie budowy ceglanej w formie krzyża, był jednym
z najwspanialszych w okolicy. […] Świątynia ta jednak nękana napadami
Tatarów i Kozaków, nawiedzona w roku 1788 i 1808 pożarami, niszczona zębem
czasu, któremu się nic ostać nie zdoła, nie dochowała jednostajnego stylu
budowy w całości i uległa zmianie na wewnątrz i zewnątrz. Najwięcej szkód
kościołowi przyniosła I wojna światowa, jednak w latach powojennych
świątynia została odbudowana i odrestaurowana, a kościół – według opisu z
1938 roku – wyglądał tak:
Jako budowla o 36 m długości przykryty dachem gotyckim nieco wyższym nad
nawą, co mur działowy zaznacza, kryty jest dachówką. Posiada dwie fasady:
frontową i tylną, a te ozdobione są architektonicznie strzelnicami. Na
fasadzie frontowej jest okno o łuku gotyckim, a nad nim wmurowana tarcza z
kamienia ciosowego z orłem Zygmuntowskim. Od strony południowej przypiera
do kościoła wieżyczka (klatka schodowa) zakończona daszkiem stożkowatym.
Mury kościoła podpierają szkarpy większe i mniejsze w liczbie 9. Cokół
sformowany z cegieł modelowanych o profilu gotyckim obiega po ścianach i
szkarpach. Do przedsionka zastosowanego budową w stylu do całości kościoła
wiodą drzwi główne obramione oddrzwiami gotyckimi. Nad nawą wznosi się
sygnaturka pokryta blachą cynkowaną, a na niej krzyż z kutego żelaza,
wykonany przez ślusarzy kolejowych felsztyniaków. Kościół składa się z
presbiterium, nawy, przedsionka (kruchta) i dwu kaplic bocznych, które mu
nadają formę krzyża. Presbiterium (14,50 x 9,50) zasklepione sklepieniem
gotyckim symetrycznie żebrowanym. Żebra wykonane z cegły schodzą się w
licznych lunetach, na których obok herbu Herburtów (Pawęża) widnieją herby
rodzin skoligaconych jak: Nałęcz, Ogończyk, Korczak. Sklepienie i ściany
boczne presbiterium są polichromowane. Na sklepieniu wymalowany krzyż w
ultramarinie z ozdobami graficznymi. Ściana po stronie Lekcji przedstawia
hołd Magów Chrystusowi Królowi, przez którego spływają wszelkie łaski na
kościół, a przez Eucharystię na świat cały (regionalny krajobraz z Magórą
Lacką i mogiłą). Druga ściana po stronie Ewangelii przedstawia Akcję
Apostolską (katolicką) w Polsce na podstawie historii kościoła. Św.
Wojciech Apostoł i misjonarz z Ramienia Bolesława Chrobrego udaje się do
Prus pogańskich. Tu w czasie sprawowania liturgii św. spotyka go śmierć
męczeńska 997 r. Zwłoki jego wykupuje Chrobry za cenę złota, przy czym przy
ważeniu zwłok pewna wdowa przez dorzucenie legendarnego grosza powoduje
przewagę. Na dalszym planie jest królowa Jadwiga, ta, której dziełem jest
nawrócenie Litwy na chrześcijanizm w r. 1386 (herb Litwy Pogoń) i
odnowienie Akademii Krakowskiej. dalej widnieje postać św. Kazimierza
królewicza (rozwiązanie witrażowe na tle Wawelu). Niżej postacie Jana
Herburta, historyka, z orłem legendarnym i rycerza Seweryna Herburta w
postawie klęczącej, który w r. 1531 pod Obertynem przyczynił się do
odniesienia zwycięstwa nad Wołochami i do odebrania 50 armat zabranych
przez Wołochów podczas wyprawy króla Olbrachta, a z których to armat został
ulany dzwon Zygmunt. Polichromie te wykonała artystka-malarka Maria Schworm
według projektu architekty W. Rawskiego we Lwowie. Uwagi godnym jest wielki
ołtarz rzeźbiony z drzewa wykonany przez miejscowych rzeźbiarzy według
projektu architekty W. Rawskiego. Tłem ołtarza tego jest polichromia
przedstawiająca zmrok w naturze z paprociami i światełkami robaczków
świętojańskich. Na tle tym wznosi się jakby feretron pełen bogactwa
pomysłów i ornamentacji. W środku ołtarza Chrystus ukrzyżowany, po bokach
postacie Matki Boskiej i św. Jana, oraz klęczący aniołowie (figury są z
dawnego ołtarza w stylu barokowym). W górnej kondygnacji znajduje się
witraż przedstawiający św. Marcina jako Patrona kościoła. Nawa (10 x 15 m)
nakryta jest sklepieniem beczkowatym, malowana barwami w tonacji łagodnej.
Kościół posiada nadto szereg cennych zabytków sztuki i pamiątek. Do
najdawniejszych należy płyta nagrobna chorążyny Herburtowej zmarłej w r.
1495. Płyta z piaskowca wpuszczona była zwyczajem średniowiecznym w
posadzkę kościoła i nakrywała wejście do grobowców Herburtów. Obecnie
wmurowana w ścianie presbiterium po stronie Ewangelii zawiera napis w
minuskułach gotyckich. W środku jest wyryte Imię Jezus opromienione
cierniową koroną i herby Herburtów. Jednym z najpiękniejszych jest nagrobek
wiszący Krzysztofa Herburta, syna Jana historyka, zmarłego dzieckiem w r.
1558. Płaskorzeźba pełna wdzięku i realizmu zachwyca swą prostotą, a
jeszcze więcej subtelnością. Twórcą tego pomniczka jest Jan Mosca Padovano,
rzeźbiarz Zygmunta Starego. Pięknym jest również pomnik biskupa Walentego
Herburta, oratora królewskiego i legata na Sobór Trydencki. Pomnik
przyścienny wykonany z alabastru w charakterze renesansu. Rzeźbiarz tego
pomnika należał do zdolniejszych Włochów osiadłych w Polsce. Zasługuje na
uwagę również pomnik Jana Herburta i jego żony Katarzyny Drohojowskiej
wykonany z alabastru. Z pomiędzy ołtarzy cennymi zabytkami są dwa ołtarze
św. Anny i św. Walentego umieszczone w kaplicach tejże samej nazwy. Piękne
ich wykonanie snycerskie o charakterze renesansu. Wspomnieć jeszcze wypada
o obrazie św. Walentego na dawnej cechowej chorągwi. Postać św. Walentego
malowana na jedwabiu w szatach liturgicznych.
Wracając do historii Felsztyna, należy powiedzieć, że około 1653 roku
przeszedł on do rąk Daniłowiczów, spokrewnionych z wygasłym rodem
Herburtów. Pod koniec XVIII wieku właścicielami tzw. dominium była rodzina
Kriegshaberów. W drugiej połowie XIX wieku cały majątek, to znaczy oprócz
samego Felsztyna, również i Grodowice, Posadę felsztyńską, Tarnawkę i
folwark Zofiówka, położony koło Głębokiej, nabył Stanisław de Teleśnica
Katyński h. Pielesz. Długo jeszcze po jego śmierci (zmarł w wieku 97 lat)
zarówno Polacy, jak i Rusini bardzo dobrze wspominali tego szlachetnego
ziemianina. Później dwór w Felsztynie i pozostały majątek odziedziczyła
Maria z Madejowskich Ginslowa, spokrewniona z Katyńskimi. Po niej
dziedziczkami były Olga z Ginslów, zamężna II voto Ruszowska i Michalina z
Ginslów Mitschowa. Wtedy to również, w roku 1914, a więc w pierwszym roku
wojny światowej, dwór został zupełnie zniszczony. Po wojnie jednak udało
się go niejako na nowo wybudować, otoczono go również pięknym parkiem.
Ostatnimi właścicielami dworu w Felsztynie byli Sułkowscy, a dokładniej
prawdopodobnie książę Alferd Sułkowski, do którego należały również
okoliczne Grodowice.
Po II wojnie światowej i zmianie granic Felsztyn stał
się wsią radziecką, a cały majątek znacjonalizowano. Obecnie dwór w
Felsztynie jest siedzibą szpitala dla chorych na gruźlicę. Powiedzmy
wreszcie na koniec parę słów o narodowości i wyznaniu mieszkańców samego
Felsztyna, ale i najbliższej okolicy. Otóż w rejonie tym od wieków żyli
wspólnie Polacy z Rusinami, z tym że za ludność tubylczą historycy uważają
jedynie Polaków, bowiem Rusini to przede wszystkim przybysze i osadnicy
uciekający na zachód przed najazdami tatarskimi. Najazdy te mimo wszystko
docierały i w okolice Felsztyna. Oprócz Tatarów, również i Turcy, Kozacy, a
także hajdamacy przychodzili z mordem, rabunkiem i pożogą. Spustoszone i
wyludnione ziemie kolonizowała szlachta polska, która sprowadzała kolejnych
osadników do uprawy ziemi. Z tego względu - jak pisze ks. Watulewicz –
ziemia ta pozostająca w rękach polskich nie była nikomu wydarta i nikt do
niej historycznego i moralnego nie ma prawa. Również nazwy gór i
miejscowości najbliższej okolicy, takie jak np. Lachów, Wierch, czy Magóra
Lacka oraz wioski Laszki, czy Lacko, wskazują wyraźnie, że tu od dawna
przebywało Lachów plemię. W dwudziestym wieku do wzrostu ludności w całej
dolinie Strwiąża przyczyniło się w dużym stopniu osadnictwo mazurskie. Dość
znaczny procent mieszkańców stanowili również Żydzi. W latach 30. ubiegłego
stulecia w Felsztynie mieszkało prawie 1600 Polaków, niespełna 200 Rusinów
i około 600 Żydów. W miasteczku znajdowała się synagoga oraz kościół
katolicki, o którym było wyżej, należący zarówno do parafii obrządku
łacińskiego, jak i greckiego. Ludność polska tych terenów była bardzo
silnie uświadomiona patriotycznie i kulturalnie. Przyczynili się do tego
sami możni Herburtowie, czy Tarłowie, a później również wiele ziemiańskich
rodzin, mieszkających w licznych okolicznych dworach (m. in. Grodowice,
Wojutycze, Wykoty, Słochynie).
Co do życia gospodarczego to szczególnie w
drugiej połowie XIX wieku Felsztyn (jak i okolice) ogarnęła bieda, a nawet
nędza. Przed I wojną światową i w parę lat po niej dość dużo mieszkańców
miasteczka emigrowało do Ameryki. Przemysł małomiasteczkowy nie miał się w
pierwszej połowie XX wieku najlepiej, a polskim rzemieślnikom trudno było
się utrzymać, głównie z powodu fabryk i tańszych wyrobów żydowskich. Jeśli
chodzi o Felsztyn, który przed II wojną światową był takim małym zagłębiem
tkackim, to Polacy trzymali się jednak dość dobrze. Były tu cztery zakłady
krawieckie, z których tylko jeden należał do Żyda, pozostałych trzech
właścicielami byli Polacy. |